Biegun Twoich możliwości cz.2

Od rana panowała pozytywnie napięta atmosfera. Tak, wreszcie nastał ten dzień! Dzień zmagań z własnymi słabościami na Biegunie!

Eryk biegał po domku, nerwowo szukając koszulki w której miał biec(oczywiście tylko żony wiedzą, gdzie chowają się takie rzeczy). Ja przygotowywałam śniadanie. Nawet jajecznica w dniu startu smakuje jakoś inaczej, chodź żołądek ściska i nie tak łatwo przechodzi przez gardło.

Oceniając przez okno pogodę, stwierdziliśmy, że chmury i lekki deszczyk to właśnie to czego potrzebujemy. Ochłoda na zmęczone ciało- będzie idealnie!

 

Jadąc na miejsce, zawsze z podekscytowaniem rozmawiamy o tym co się wydarzy. Jest trochę obaw, ale głównie towarzyszy nam tak zwane wzajemne „nakręcanie się”!

Na miejscu przywitał nas trochę większy deszcz niż zakładaliśmy. Mimo, to z uśmiechem poszliśmy odebrać pakiety. Po drodze mijając trasę, zawsze licznie komentujemy sytuację: „Patrz jakie fajne, ale super przeszkoda”, „Aaa, Eryk ja nie dam rady tego przeskoczyć!”, „Zmieszczę się tam?” itp. Pewnie z boku musi to dziwnie brzmieć 🙂 Często obserwujemy z podziwem innych zawodników. W ogóle uwielbiamy obserwować jak inni walczą z przeszkodami, jak sobie pomagają czy też jak odnoszą porażki, podnosząc się za chwilę i pokonując ostatecznie to co wydawało się niemożliwe. Piękne!

 

Jak oceniamy nasze starty?

 

Okiem Eryka:

Biegun był biegiem którego wyczekiwałem od dłuższego czasu. Obserwując zmagania żony na poprzedniej edycji stwierdziłem, że w następnej muszę spróbować swoich sił! Początkowo zakładałem sprawdzić się na dystansie 3 kółek czyli około 12 km. Wiedziałem, że nie będzie łatwo! Tydzień wcześniej podczas gry w siatkówkę miły grek z mojej drużyny tak niefortunnie uderzył mnie w stopę, że mój najmniejszy najbardziej ukochany palec u lewej nogi powiększył się do rozmiarów dużego i nabrał rumieńców (był cały fioletowy). Tydzień wyłączenia z treningów spowodował że opuchlizna troszkę zniknęła. Nie czułem się jeszcze komfortowo, ale mimo to nie wyobrażałem sobie chociaż nie spróbować!

Przyszedł czas startu. Adrenalina buzuję i nagle zaczyna się odliczanie 4, 3, 2 ,1 RUSZAMY! Wystrzeliłem z Paulinką jak z procy! Lekki podbieg na początek, zdziwiłem się jak jej świetnie poszło! Po chwili doganiam ją iiii zobaczyłem, że to nie moja żona, więc nie miałem na co czekać! Ogień i do przodu! Okazało się, że zostawiłem ją lekko w tyle już na początku, gdyż moja kruszynka ambitnie podeszła do sprawy. Stwierdziła że nie będzie biegła za każdym i znalazła skrót skacząc w małą kałużę,ale zapadając się do połowy w błocie gubiąc prawie buty. Ambitna bestia 🙂

Biegacze rozciągnęli się po trasie, podbieg, przeszkoda, znowu podbieg, lodowaty strumień. Ten ostatni wpłynął pozytywnie na mojego palca! Nie czułem go! Ba! Całych stóp nie czułem 😛

Trasa była świetna! Przyjemnie pokonywało mi się przeszkody, chodź zmęczenie odczuwałem coraz większe a tempo troszeczkę spadało. Bardzo dobrze wspominam gdy zobaczyłem na trasie przeszkodę łączoną, która składała się z: 1. ścianki pionowej 2. ścianki ukośnej z linami, 3. belek poprzecznych, 4 tarzana, 5. równoważni, 6. lin, 7. wysokiej drabinki, 8. siatki, i 9. rury po której było trzeba zjechać jak strażak. Po prostu majstersztyk!! Czapki z głów dla organizatorów. Niestety tak dobrze zapamiętałem tę część, bo dwukrotnie mocno się tam uderzyłem kolanem w belkę łączeniową kończącą tarzana. Starając się ignorować ból, zawzięcie pobiegłem 2 kółko. Niestety z powodu napuchniętego kolana zadecydowałem, że po 2 kółku wbijam chorągiewkę na mecie.

Ostatecznie zostałem zakwalifikowany na 15 miejscu na dystansie 2 kółek. Nie jest źle 🙂

Wbiegając na metę już wiedziałem, że muszę pobiec w następnej edycji. Będę pracował nad siłą biegową i wytrzymałością, gdyż momentami mi tego brakowało. Następny cel stawiam sobie wysoko. Postaram się przebiec jedno kółko, ale być w pierwszej 10 zawodników! Może tak cicho liczę na podium 🙂

 

Okiem Paulinki:

Długo myślałam, co napisać. Powiem szczerze, nie czułam się najlepiej tego dnia. Miałam za sobą przechorowany tydzień, dodatkowo comiesięczne dolegliwości nie pomagały. To wszystko sprawiło, że nie mogłam w ostatnich dniach przyłożyć się do treningów tak jakbym chciała i w związku z tym czułam się trochę zestresowana tym biegiem. Oczywiście sam bieg przebiegł fantastycznie! Dawno się tak nie zmachałam! Dużo podbiegów, nawet z siatką na plecach. Dużo było też rur mojej wysokości, które uwielbiam pokonywać po prostu rzucając się na nie całym ciałem z góry. Wygląda komicznie, a przy okazji to świetna zabawa! Nad morzem spotkaliśmy sanki! Taak, właśnie takie na których jeździmy zimą. A co na sankach? Oczywiście około 30 kilogramowy bloczek betonowy 🙂 Tę przeszkodę wykonałam z poznaną na miejscu koleżanką.  Bardzo fajne w tego typu biegach jest wszechobecne wspólne pomaganie. Cały czas panuje pozytywna atmosfera! Niektórzy śpiewają podczas biegu, lub po prostu sobie krzyczą. Inni pokonują bieg w całkowitym skupieniu! Tym razem należałam bardziej do tej drugiej grupy. Nie gadałam za dużo gdyż, momentami po prostu było mi ciężko złapać oddech 🙂

Ostatecznie zakończyłam bieg na 1 okrążeniu. Na tamten dzień to był biegun moich możliwości! Ukończyłam go na 33 miejscu, w klasyfikacji kobiet -10.

Tak sobie myślę… Na poprzednim Biegunie pokonałam 2 kółka, teraz jedno. Mój kolejny cel? Proste! Trzy kółka!

Nam się podobało tak bardzo, że już myślimy o kolejnej edycji. Zapisujesz się z nami?:)

Mr&Mrs Kędziorki

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *