Górski Runmageddon – Szczyrk

Szczyrk – to miejsce w którym spędziliśmy miniony weekend. Cel? Zmierzenie się z pierwszym górskim Runmageddonem. Eryk planował Hardcore(24 km i ponad 70 przeszkód) a ja Rekrut(8,5 km i 30 przeszkód), ale dzisiaj o mnie.

Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce noclegu czułam, że coś jest nie tak. Nasz samochód musiał się sporo napracować i narobić hałasu, by wjechać na docelowe miejsce. Gdy zaparkowaliśmy, rozglądając się zauważyłam znajome żółte taśmy z napisem „runmageddon”. Już wiedziałam, że droga z którą miał problem nasz samochód to trasa jutrzejszego biegu. Zrobiło się gorąco. Zostało mi tylko wypocząć i zregenerować siły przed jutrem.

Zawsze przed startami od rana nakręcam się pozytywną muzyką. Tak też zrobiliśmy tym razem! Z uśmiechem ruszyliśmy na miejsce startu. A tam, zastaliśmy kontynujację imprezy. „Orki z Majorki” czy inne hity królowały na rozgrzewce!

Wszyscy ruszyli z pozytywnym nastawieniem, a wesołe okrzyki i śpiewy słychać było przez cały bieg! Uwielbiam atmosferę którą tworzą biegowe wariaty. Wszyscy mokrzy, brudni i zmarznięci, ale zadowoleni i uśmiechnięci!

Jak na Runmageddon spotkałam mało przeszkód na trasie.  Pierwsze 3,5 km pokonywaliśmy górę i spotkaliśmy trzy przeszkody po drodze. Później zrobiło się intensywniej. Biegło mi się bardzo dobrze, na zbiegach udało mi się wyprzedzić dużą ilość osób.

Pamiętam moment, gdy rozejrzałam się na chwilę i zobaczyłam te piękne widoki, walczących ze sobą ludzi i pomyślałam, jak się cieszę, że tu jestem! Spotkałam tyle pozytywnych osób na trasie, tyle miłych słów i mam nadzieję, że ten kto spotkał mnie też był pokrzepiony. Starałam się nie narzekać za dużo na te górki(a nie było to łatwe).

Organizatorzy zrobili aż trzy odcinki z obciążeniem, a ostatni z nich bardzo mnie wymęczył. Muszę potrenować pracę z ciężarami. O ile belka czy opona nie sprawiły mi trudności, to na końcu zastany worek przyhamował mnie totalnie. Wyjątkowo nie było podziału na damskie i męskie worki, ale to nie powód do narzekania. Trochę w wolniejszym tempie udało mi się pokonać górkę i zostawić po niej worek. Później naszpikowana przeszkodami końcówka. Między innymi czekał na mnie multiring, na którego bardzo się cieszyłam. Ostatnio miałam okazję, poćwiczyć i złapać technikę jego pokonywania. Pewnie wskoczyłam na te przeszkodę iiii… nie szło mi tak lekko jak na treningu. Po drugiej nieudanej próbie zrozumiałam, że muszę jeszcze dopracować mój uchwyt i ręce. Nie mogę narzekać na deszcz, bo przy innych przeszkodach mi nie przeszkadzał 🙂 Tarzan nie sprawił mi trudności. Także, wykonałam raz karne burpee na kochanym multiringu, szybka kąpiel w dole z lodem i gotowe!

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego biegu! To chyba najtrudniejszy pod względem biegowym Runmageddon w jakim brałam udział. Pokazał mi, ile jeszcze mam do zrobienia, nad czym muszę popracować. Zobaczyłam też swój progress i to co udało mi się osiągnąć dotychczas. Czuję się zmotywowana do działania!

Dziękuję mojej weekendowej ekipie za wspaniały doping i przede wszystkim DZIĘKI MĄŻ! 🙂

A wiecie co? Eryk mi obiecał coś w ten weekend fajnego! Zastanawiacie się co? W następnym poście Eryk opowie Wam swoje wrażenia o tym jak stał się HARDCOREM i przypomni obietnicę.

runmageddon_szczyrk

szczyrk_runmageddon

górka_runmageddon_szczyrk

worek obciążenie runmageddon

runmageddon

 

 

 

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *