Hunt Run – czyli góry, cytrynówa i nocny kochanek

hunt run

Pierwsze co zazwyczaj robimy otrzymując zaproszenie na jakiś bieg, to prześwietlenie go w internecie. Tak też było w przypadku Hunt Run. Pamiętam to jak dziś, gdy z ogromnym bananem na twarzy oglądaliśmy zajawkę Hunt Run z poprzednich lat. To jakieś istne szaleństwo. Błotko, zabawa, błotko, wariaty w błotku i tak dalej. Dodając fakt, że podkładem muzycznym do filmu była piosenka zespołu Kabanos- to jeden z ulubionych zespołów Eryka z jego „czasów młodości” i koncertowych szaleństw. Zdecydowaliśmy, że pojedziemy sprawdzić na własnej skórze ten zapowiadany przez organizatorów „najdzikszy bieg sezonu”.

Już podczas zapisów musimy zdecydować jakim dzikiem jesteśmy. Zapisując się na imponująco brzmiące fale: Hardy Dzik i Dobry Dzik, nie wiedzieliśmy do końca czego się spodziewać!

hunt run

Jednak Hunt Run to nie tylko sam bieg z przeszkodami. To 4 dni zabawy od rana do…rana. Jednocześnie w tym samym miejscu odbywa się muzyczny festiwal dla osób aktywnych Aloha Muzik. To idealna możliwość by zintegrować się z biegowymi dzikami czy po prostu wyluzować się tańcząc grupowego poloneza lub tworząc gigantyczny pociąg. Do dyspozycji było pole namiotowe dosłownie rzutem kamieniem od sceny głównej. Jeden z wieczorów poświęcony był koncertowi zespołu Nocny Kochanek, na który wybraliśmy się z przyjemnością.

 

Ok oprócz zabawy, było też trochę biegania oczywiście. Jak wiecie, oboje z Erykiem uwielbiamy góry, jednak bieganie po nich to coś nowego. W Sobotę mieliśmy zaplanowany start na 10 km. Ostatecznie wyszło ponad 12 km, ale ani trochę nie żałowałam, gdyż były to  piękne widokowo kilometry!

Stanęłam na starcie z 5-oma elitarnymi dziewczynami. Zaczynałyśmy z workiem na plecach. Tutaj wielki ukłon w kierunku organizatorów, którzy pomyśleli o kobietkach i przygotowali trochę lżejsze worki. Zostawiłyśmy worek i zaczął się podbieg. Mam wrażenie, że cała trasa to był jeden wielki podbieg a czasami w moim wypadku nawet „podchód”. Moja pozycja podczas  biegu zmieniała się od 1 do 4 pozycji. Dobrze czułam się na zbiegach i na nich często zdobywałam lepszą pozycję.

Jedną z pierwszych przeszkód na trasie był quiz o gwarze góralskiej. Odpowiesz dobrze- biegniesz dalej. Odpowiesz źle- karna pętla. Oczywiście, nie biegłam żadnej karnej pętli, za to Eryk biegł dwie(hihi góralski poliglota). Po za tym przeszkody, które spotkaliśmy na trasie to lowrig, przeróżnej wysokości ścianki, zasieki, opony, równoważnie czy multirig. Na tym ostatnim zdobyłam prowadzenie, które utrzymałam już do końca! By za lekko się nie biegło mieliśmy dosyć spore 3 odcinki z obciążeniem.

Pod koniec mogliśmy poczuć cudowną gościnność górali i jedną z przeszkód był obowiązkowy- zaznaczam obowiązkowy shot cytrynówy. Limitów nie było, więc kto chciał mógł śmiało powtórzyć tę „przeszkodę”.

Ogólnie bieg był bardzo w stylu góralskim! Ten kto na co dzień nie ma tego klimatu, czyli np. jak my-ludzie z nad morza, na tym wydarzeniu mogliśmy go poczuć! My na pewno będziemy dobrze wspominać ten bieg, tym bardziej, że udało mi się zająć 1 miejsce w kategorii Elit Kobiet. Zupełnie nie spodziewałam się tego, ale przyznaję, że dałam z siebie wszystko!

Hunt Run do szybkiego zobaczenia! Aloha Dziki!

hunt run hunt_run

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *