Kurs na trenera personalnego- dziewczyny mają gorzej?

trener personalny

Tak tak tak! Kto jeszcze nie słyszał, ten niech wie, że oficjalnie jestem PANIĄ TRENER!

Kurs na trenera personalnego chodził za mną już długi czas! Po pierwsze uwielbiam sport i wszystko co z tym związane. Po drugie uwielbiam pracę z ludźmi! Już długi czas dzieliłam się swoją wiedzą czy zdobytym doświadczeniem, robiłam to z czystej przyjemności. Od zawsze wiedziałam, że chcę robić to co lubię, więc czemu by nie iść w tym kierunku.

Moje wrażenia.

Byłam świadoma, że bycie trenerem personalnym to ciągła nauka i rozwój. Jednak nie spodziewałam się, że ten tydzień będzie aż tak intensywny! Na kurs wybrałam się do Warszawy! Żeby za bardzo nie rozpraszał mnie mój przytulas Eryk! Do końca nie wiedziałam czego się spodziewać, ale byłam pozytywnie nastawiona. Posiadałam już pewien zakres wiedzy, który był wystarczający by odpowiadać na często zadawane mi pytania. Wiedziałam, że zdobyte doświadczenie to podstawa.

Zajęcia mieliśmy zarówno teoretyczne jak i praktyczne. Te praktyczne ceniłam najbardziej. Super było złapać jeszcze lepszą technikę, zrozumieć ją i powoli analizować każdy ruch przy tak często wykonywanych ćwiczeniach! Niektóre rzeczy były zupełnie jasne, inne utrwaliłam poprzez powtórzenie, a niektóre były ciekawa nowością. Już w pierwszy dzień zdałam sobie sprawę, że z anatomii nie jestem tak dobra jak myślałam. Na ciało człowieka spojrzałam zupełnie z innej perspektywy. Niby wciąż moja ręka to ta sama ręka, ale teraz widziałam tylko obły, ramienno-promieniowy, zginacz nadgarstka, łokciowy i odwodziciel. Łoho, tak mi się poprzewracało w głowie! Tak więc po intensywnych zajęciach spędzałam długie wieczory na nauce i badaniu swoich mięśni. Praktycznie podczas nauki ciągle się „spinałam” by poczuć co mi pracuje podczas różnych czynności(ćwiczeń). Musiało to wyglądać zabawnie, ale na szczęście mój pokój miał drzwi, a domownicy chodzili wcześnie spać.

kurs na trenera personalnego

Wiedziałam, że nie nadrobię wszystkiego i nie nauczę się każdej najmniejszej kostki. Postanowiłam jednak uczyć się jak to moja mama mawiała „na chłopski rozum„. Swoją drogą, skąd wzięło się to powiedzenie? Że niby chłopy lepiej się uczą? Nie! Jednak na tym kursie chłopy mają trochę łatwiej! Pokazała to choćby zdawalność kursu. Byłam jedyną dziewczyną która zdała egzamin. Natomiast chłopaki(ehkm mężczyźni) mieli 100%  zdawalność.  Wiem, że to nie reguła, jednak w wypadku kursu na trenera personalnego bardzo liczy się wcześniej zdobyte doświadczenie. Nikt nie nauczy Cię w tydzień, bądź dwa podejścia do ludzi, techniki i wiedzy. Tę ostatnią można nadrobić, ale doświadczenia, obycia ze sprzętem czy ciężarem nie nabędziesz szybko! Uważam, że faceci mają łatwiej pod tym względem, gdyż z reguły ciężaru się nie boją! Ba! Nawet Ci nie mający techniki sięgają po coraz większe i większe ciężary! Dźwiganie nie jest im obce! A jak już dźwigają to z reguły widzą co im rośnie po danym treningu! Natomiast kobiety, często boja się ciężaru. Legendy, że po dotknięciu sztangi zmienią się w faceta są coraz bardziej popularne 🙂

W głębi umysłu(choć nie głośno) dziękowałam Erykowi, że już dawno dał mi tę sztangę w rękę i nawet to polubiłam! Tak więc po szkoleniu znajdywałam czas na moje treningi. Po nich wracałam do domku i siadałam z kawą przed notatki, komputer i czytałam utrwalając wiedzę i napinając co nieco.

kurs na trenera personalnego

Czy polecam kurs na trenera personalnego?

Pewnie! Jako uzupełnienie wiedzy i zdobycie nowego doświadczenia czy spojrzenia na trening z innej perspektywy.

Każdy trener jest inny. Na kursie mieliśmy dwóch świetnych wykładowców, a każdy zajmował się zupełnie inną dziedziną! Fajne było to, że sami nie zgadzali się w pewnych kwestiach, mieli inny cel treningowy i podejście. Jednak jako trenerzy oboje spełniają swoją funkcję rewelacyjnie! Po prostu każdy trafia do innej grupy ludzi! Nauczyło mnie to indywidualnego podejścia i dużej elastyczność przy pracy.

To był na prawdę super spędzony czas! Trafiłam na bardzo fajną grupę przyszłych trenerów, co również wpływało na rewelacyjną atmosferę! Całe dnie spędzone na siłowni były na prawdę przyjemne! Życzę wszystkim powodzenia, dużo wytrwałości i sukcesów!

Tymczasem, ja odsypiam już powoli nieprzespane noce, a to co nauczyłam się zostanie ze mną na długo! Jednak na tym nie kończę nauki i dalej doszkalam się we własnym zakresie, ale już bez spiny a z czystej przyjemności!

kurs na trenera personalnego

You may also like

20 komentarzy

  1. Super, że o tym piszesz! Właśnie jestem na etapie poszukiwania takiego kursu dla siebie. Wolne ciężary uwielbiam i sama dla siebie chciałabym się rozwijać w tym temacie. Swoją drogą gratuluje zdanego egzaminu! 🙂

  2. Super sprawa! Ja nie mam systematyczności i samozaparcia by trenować wg. planu i regularnie. Lubię szkoły i kursy i z chęcią sama bym coś takiego zrobiła ale wiem, że najpierw swoje ciało i kondycja, której mi brak.

  3. Gratuluję!
    Tak naprawdę nigdy nie zwracałam uwagi na to czy spotkałam się w życiu z trenerem kobietą – i wiesz co? U mnie w mieście chyba nawet żadnej nie ma.

  4. znam jedną dziewczynę, która jest trenerką i mówiła że łatwo nie było, ale jak się czegoś bardzo pragnie to można to osiągnąć 🙂

  5. Super to opowiedziałaś. Te przeżycia i to, że tak naprawdę dopiero będąc pod skrzydłami zawodowych nauczycieli zobaczyłaś jakie masz braki. Gratuluję wytrwałości i dążenia do celu! I życzę sukcesów w dalszym doskonaleniu się:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *