Półmaraton Białystok – czyli pierwsze 21,0975 km w nogach

półmaraton

Pomysł o półmaratonie zrodził się w naszej głowie już jakiś czas temu. Oboje z Erykiem chcieliśmy spróbować tak jakby „normalnego” biegania bez przeszkód. Zdecydowaliśmy się na Półmaraton w moim rodzinnym mieście Białymstoku. Okazało się to ogromnym wyzwaniem. Przed nami była w zasadzie jedna ogromna przeszkoda czyli ponad 21 km!

Kilka dni przed

Jak to u Kędziorków bywa, nie obyło się bez przygód! Kilka dni przed biegiem musiałam się rozchorować! I to całkiem porządnie mnie złamało.  Moim celem było wyzdrowieć! Szprycowałam się więc różnymi środkami: od leków po naturalny czosnek… a to wszystko poskutkowało niestety tym, że dwa dni przed startem odezwały się moje problemy żołądkowe. Za to Eryk już długi czas zmaga się z kontuzją. Oboje jadąc do Białegostoku nie byliśmy pewni, czy uda nam się wystartować, jednak przygotowywaliśmy się jakby miało się to wydarzyć!

Postawiliśmy na regenerację i dodatni bilans kaloryczny. Zaczęliśmy przyjemne „ładowanie węglowodanami” i zadbaliśmy o sen(więcej o przygotowaniach w poście tutaj). Z racji, że węglowodany przyjemnie nas usypiały, tego snu było na prawdę sporo.

polmaratonW dniu startu

Pobudka! Oboje spojrzeliśmy na siebie, czując chyba swój stres! Decyzja zapadła – biegniemy! Niech się dzieje! Spróbujemy swoich sił i podejmiemy to wyzwanie- razem! To była najlepsza decyzja tego dnia.

Zjedliśmy porządną porcję ryżanki z bananem i dżemem. Zabraliśmy ze sobą po żelu i w drogę!

Z racji, że Białystok to dosyć małe miasto, w dniu biegu cały został sparaliżowany przez biegaczy! Początek trasy miał miejsce na dziedzińcu pięknego Pałacu Branickich! Słyszałam komentarze wielu biegaczy, że to jedno z piękniejszych miejsc w jakim startowali! Ja również byłam zachwycona, nie tylko samym miejscem, ale również całą atmosferą wydarzenia.

półmaraton

Gotowi – do biegu – START

Stanęliśmy w ogromnej grupie biegaczy, ponad 4 tysięcy totalne różnych osób. To fajne uczucie, świadomość, że wszyscy za chwilę będziemy się wspólnie męczyć i pobijać osobiste rekordy, czy lęki. Wszyscy mają przed sobą jeden cel! Dobiec do mety!

Naszym cichym marzeniem było złamanie dwóch godzin. Początkowo ustawiliśmy się przy Pacemakerze na 1:55. Kto to taki? Pacemaker to osoba, która ma za zadanie dobiec do mety według ściśle określonego celu i w danym czasie. Prowadzi za sobą osoby które planują uzyskać podobny czas. Tak więc pierwszy kilometr przebiegliśmy wspólnie z Erykiem w grupie biegaczy chcących utrzymać dane tempo. Podpytałam naszego „królika” i plan był taki: pierwsze kilometry około 5:40, później przyspieszamy.

Mimo braku doświadczenia na tak długim dystansie postanowiłam pobawić się tym biegiem i opuścić ekipę. Stopniowo przyspieszałam i po prostu wrzuciłam swoje tempo przy którym czułam się początkowo komfortowo. To była dobra decyzja! Jedyny problem jaki odczuwałam to wiaterek, który był bardziej odczuwalny biegnąc osobno niż w zwartej grupie biegaczy.

Pamiętam, ten moment gdy stawka delikatnie się rozciągnęła i biegliśmy po ulicy na której nie było przez dłuższy czas kibiców. Niby panuje cisza, a jednak słyszysz delikatnie co słucha biegacz po prawej, mijasz kolejnego i słyszysz jego muzykę, następny bez słuchawek, ale oddaje pozytywne wzdychanie. Ten moment wykorzystałam na złapanie swojego rytmu i skupienie się na technice biegu. Przede mną było jeszcze sporo kilometrów.

Co ciekawe, zauważyłam, że dużo lepiej biegnie mi się rozmawiając z innymi biegaczami. Ku mojemu zaskoczeniu mimo, że nie było „przeszkód” na których przeważnie poznaje się innych biegaczy, na tym biegu poznałam chyba jeszcze większą liczbę osób. Mijając kogoś starałam się zagadać, podpytać czy to debiut, a jak nie to który półmaraton itp. Zauważyłam, że rozmawiając nie skupiam się aż tak mocno na zmęczeniu, za to łapałam tempo szybszych biegaczy i dobrze to na mnie wpływało. Tak więc trasa mijała mi na rozmowach z ludźmi lub chociaż rzuceniem im kilku motywacyjnych słów.

Fajnymi i ciekawymi momentami były stacje muzyczne, których było na prawdę sporo na tej trasie. Prócz dobrej muzyki można było spotkać tłumy kibiców i posłuchać pozytywnych okrzyków. Mam wrażenie, że dużo osób czytało nasze imiona z numerów startowych, bo słyszałam wiele imiennych motywacji! To było bardzo miłe i po prostu zmuszało do przyspieszenia!

Moment krytyczny

Przed startem od wielu osób słyszałam, że najgorszym momentem biegu jest 16 km. Trasa tego półmaratony była poprowadzona w taki sposób, że ten srogi 16 km był na zawrotce, na której mijaliśmy innych biegaczy. Jak się domyślacie, wpływało to bardzo motywująco! Trzeba było przecież wyprostować się, przyspieszyć i poprawić technikę biegu. Najfajniejsze było to jak po drugiej stronie zobaczyłam Eryka! I to mega uśmiechniętego i radosnego! Na prawdę byłam pod wrażeniem tego jak się trzyma i bardzo mnie tym swoim szerokim uśmiechem podniósł na duchu. Jak się później okazało, zdradził mi, że tak na prawdę sił nie miał, ale chciał mnie zmotywować! I zrobił to bardzo skutecznie!

Jednak moment krytyczny mnie nie ominął! Poczułam go nieco później! Ostatnie 3 km trasy to była istna walka o życie. Zaczęłam nawet analizować, czy może jednak ten półmaraton to jakiś krótszy będzie… Każdy metr to walka! Zobaczyłam w oddali metę, a nogi jak z waty! Nie był to finisz życia- ale czułam, że dałam z siebie wszystko! Na mecie czekali rodzice, którzy wspierali nas przez cały bieg, przemieszczając się w różne miejsca!

półmaratonPodsumowując

Nie będę ukrywać, że wcześniej obserwując biegaczy asfaltowych myślałam, że jest to po prostu nudne! Nie spodziewałam się, że można się tak dobrze bawić i to na tak długim i męczącym biegu.

Jeżeli chodzi Ci po głowie taki dystans a masz obawy, powiem Ci jedno- nie zastanawiaj się! Półmaraton nie taki straszny. Na pewno nie będziesz żałować. Uważam, że każdy kto ma w planach przebiec taki dystans, powinien zrobić to pierwszy raz na takim większym wydarzeniu. Powtarzam się, ale atmosfera biegu była na prawdę niesamowita. Ku naszemu zdziwieniu, na prawdę polubiliśmy bieganie! Satysfakcja gwarantowana!

Kolejny półmaraton w Białymstoku już 10.05.2020!

 

PS. Pragnę zaznaczyć, że zarówno mi jak i Erykowi towarzyszyły przez cały bieg produkty kolekcji SPAIO – możemy oficjalnie potwierdzić, że sprawdziły się genialnie na tak długim odcinku!

polmaraton półmaraton półmaraton

You may also like

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *