Rambo Race – relacja z biegu

Rambo Race

Rambo Race. Chyba każdy słysząc tę nazwę od razu widzi przed oczami słynnego Sylvestra Stallone w opasce na czole! Tak więc czego spodziewać się po biegu o tak brzmiącej nazwie? Musieliśmy to sprawdzić!

To była pierwsza edycja, więc posiłkowaliśmy się filmikami z przygotowań organizatorów. Zapowiadało się mocno przeszkodowo. Trasa to odcinek 7 km na którym rozstawiono 45 przeszkód. Dosyć intensywnie, ale przecież przeszkody bardzo lubimy. Z uwagi na przyszły start w półmaratonie, nie chciałam zbytnio się poobijać i planowałam pobiec na spokojnie. Jednak to Eryk zapisywał nas na bieg… Podając mu dane do mojego konta czułam jego chytre podekscytowanie, ale dowiedziałam się już po sprawie. Jak się domyślacie, chytrusek zapisał mnie do fali Elit(to taka formuła w której nie możesz liczyć na pomoc innych uczestników, samodzielnie pokonujesz każdą przeszkodę). Skoro już tak się stało, postanowiłam spróbować. Jak już kiedyś wspominałam, ta myśl w głowie, że sama musisz pokonać wszystkie przeszkody dodaje niesamowitej mocy! W fali open jest super niezapomniana zabawa, ale wiem, że wtedy nie daję z siebie wszystkiego! Dlatego, mimo ogromnych obaw podjęłam to wyzwanie!

Wydarzenie miało miejsce w miejscowości Łukta, niedaleko Olsztyna. Małe biegi mają to do siebie, że panuje na nich taka przyjazna atmosfera. Tak również było na Rambo Race. Bardzo sympatyczna ekipa wydawała pakiety startowe. Co w pakiecie? Izotonik i dwie opaski. Jedna z logo organizatorów na pamiątkę, a druga cienka czerwona. Tworzyło to fajny klimacik, jak widzieliśmy wokół tyle Rambo-biegaczy.

Rambo Race

Pół godziny przed startem zorganizowano małe spotkanie dla uczestników z Elit. Omówiono całą trasę i wyjaśniono sposób pokonania każdej przeszkody. Dowiedzieliśmy się też, że organizatorzy wyszli na przeciw kobietkom i podarowano nam „dwa życia”. Otrzymywałyśmy dwie opaski Elit. Reasumując, bez konsekwencji mogłyśmy nie pokonać jednej przeszkody(oddając tylko jedną opaskę).

Zanim się obejrzałam, trzeba było stanąć na starcie i ruszyliśmy! Pierwszą trudniejszą przeszkodą do której dobiegłam było długie Combo, czyli różnego rodzaju elementy umiejscowione nisko nad ziemią. Świetnie sprawdza to siłę chwytu i mocnego brzucha. Nie ukrywam, że dużo kosztowało mnie pokonanie tego. Konstrukcja zawierała dwie wiszące opony, na których można było komfortowo usiąść i odpocząć chwilę w trakcie pokonywania przeszkody. Oczywiście, odpoczynek skutkował, że zostałam w tyle, ale nie spinałam się z tego powodu. Postanowiłam robić swoje i dać z siebie wszystko, ale w swoim tempie.

Kolejne przeszkody, były bardziej znane lub mniej, ale wychodziły na prawdę dobrze. Porodówka z opon, odcinek z obciążeniem, czołganie się pod zasiekami, rzucanie opon do wody i wyciąganie za pomocą sznurka, wspięcie się na długą linę itp. Na trasie spotkaliśmy wyjątkowo dużo ścianek o wysokości od 2 do ponad 3 metrów. Były drewniane i ich pokonanie na prawdę sprawiało mi przyjemność!

Trasa prowadziła głównie przez las i to krętymi drogami. Było sporo mocniejszych podbiegów, dużo drzew konarów i owadów. Zaczynałam się rozpędzać, aż dobiegając do kolejnej przeszkody w oddali zobaczyłam walczącą na niej dziewczynę z Elit. Już wiedziałam, że będzie ciężko!

Dobiegłam do dosyć długiej kołkownicy. To długa belka z dziurami, którą pokonujemy za pomocą przekładania kołków. Robię to czasami na treningach, więc spokojnie podeszłam do jej pokonania. Okazało się jednak, że poprzednie przeszkody wymęczyły mnie mocniej niż myślałam. Przedramiona miałam już tak twarde i po prostu „spompowane”. Na początku nie poddawałam się, jednak z każdą próbą zaczęłam wątpić w pokonanie jej. Wyobraźcie sobie, próbujesz zrobić to po raz kolejny i kolejny, czujesz, że z każdą próbą idzie Ci gorzej a chwyt robi się słabszy. Do tego gryzą Cię komary, a Ty siedzisz oparta o drzewo… Z jednej strony szukasz sposobu na pokonanie przeszkody, z drugiej strony masz chęć po prostu już stąd pójść. Jednak chcesz pokonać tę przeszkodę, bo wiesz, że przed Tobą jeszcze kilka trudnych, na których opaska może być potrzebna do wykorzystania.

Po wielu próbach dziewczyna z którą teoretycznie się ścigałam, oddaje opaskę i mówi, że nie da rady. Pamiętam, jak stałam wtedy wryta myśląc „Skoro ona, taka mocna zawodniczka nie da rady, to przecież ja tym bardziej„… I teraz jest ten moment w którym wkracza Eryk. Taaa daaam! Ja zbieram wszystkie siły, wyłączam myślenie i po prostu to robię! Robię co mówi, przekładam kołek jeden za drugim i to zupełnie innym sposobem, niż zawsze na treningach. I wiecie co? Udało się!(film tutaj). Sama w to nie wierzyłam, ale zrobiłam to! Niby sama, ale to wsparcie drugiej osoby na prawdę jest czasami niezbędne! Uwielbiam te emocje i walkę. Chyba właśnie za to, że czasami sama siebie zaskakuje. Robię coś w co sama wątpię, że zrobię. Takim o to sposobem za chyba 5 razem udało mi się pokonać kołkownicę. Przez kolejne kilometry zjadłam chyba z 50 muszek, bo biegłam szczerząc się z radości do samej siebie! Byłam szczęśliwa z faktu, że się udało!

rambo race

Z trudniejszych przeszkód został mi tylko „Wariat” i bardzo długi Multirig. Jednak z takim pozytywnym nastawieniem i motywacją w głowie to było tylko kwestią czasu. Na „Wariacie” oddałam jedną z opasek, oszczędzając ręce na kolejne przeszkody. Za drugim podejściem pokonałam Multirig, tym samym wskakując na drugie miejsce podium wśród kobiet!

I znowu stało się, sama siebie zaskoczyłam. Ten bieg nauczył mnie tego by się nie poddawać i próbować do końca Na prawdę warto, przełamujcie się, próbujcie! Ograniczenia, strach, obawy to wszystko siedzi tylko w naszych głowach!

Po biegu na uczestników czekała pyszna zupka i olbrzymia ilość pięknie wyglądających smakołyków. Pieniądze zebrane za skosztowanie słodkości zostały przekazane na Kącik Adopcyjny dla zwierzaków. To super inicjatywa, a przy okazji taka smaczna!

Odnośnie wygranej- pucharów nie było. Medal dostałam na mecie. Na podium wręczono mi biała kopertę. Co w środku? Voucher na spersonalizowana dietę od firmy cateringowej, zaproszenie na trening i 200 zł. Mało ? Dużo? Jak za fun i emocje jakie zapewnił mi ten bieg to był fajny akcent i miłe zaskoczenie. Kupiłam za to duża porcje lodów sobie i mężowi i jeszcze zostało na inne przyjemności.

Jestem pewna, że Rambo Race zagości na dłużej w kalendarzu OCRowców. Kolejna edycja już w Sierpniu. Wybierzecie się?

rambo race

You may also like

3 komentarze

    1. Ojej, rozumiemy. Niektóre biegi z przeszkodami mają mniejszy kilometraż może w takim udałoby się wystartować? 🙂 Szybkiego powrotu do pełni sił!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *