Runmageddon- „Wariat” pokonany! – relacja Eryka

Runmageddon

W poprzednim poście Paulinka opowiadała jak wyglądał jej ostatni start Runmageddon w Poznaniu. Dzisiaj ja chciałem podzielić się moimi wrażeniami.

W przeciwieństwie do żony, zdecydowałem się na start w fali ELIT. Musiałem w końcu zmierzyć się z moim odwiecznym wrogiem na Runmageddonie czyli „Wariatem”.

Będąc dzień wcześniej w miasteczku, gdzie miały odbyć się zawody, zobaczyłem że mój „przyjaciel Wariat” jest rozstawiony na samym końcu trasy w połączeniu z „Weryfikatorem marzeń”. Brzmi tajeczmniczo, a to po prostu mix dwóch wymagających przeszkód. Będąc dzień wcześniej mogłem to przetrenować, tylko po co? Stwierdziłem że lepiej oddać opaskę po długiej walce na biegu, niż dać satysfakcję „Wariatowi” dzień wcześniej!

Sobota. Wczesna pobudka nie jest w moim stylu! Jednak Elita zawsze biegnie pierwsza, jeszcze przed ósmą! Wstać trzeba więc wcześnie, by zjeść dobry posiłek i mieć czas na strawienie go. Plusem było to, że zatrzymaliśmy się dosłownie 5 minut od miejsca wydarzenia. Jednak czas rano mijał tak szybko, że tradycyjnie w pośpiechu wychodziliśmy.

Szybka rozgrzewka i bum! Już stoję na starcie, ustawiając się w drugiej linii, dając miejsce szybszym zawodnikom. Hmmm, Myślałem, że zdziwią się jak będę ich wyprzedzał… jednak się nie zdziwili 😊

Runmageddon Wariat

Szybkie odliczanie i start!

Na początek bieg z workiem wypełnionym piaskiem. Jeden zakręt, drugi i naglę słyszę w megafonie „Odkładamy worki”. Co? Zawodnicy jeden za drugim zaczęli wyrzucać worki przede mną. Idąc za tłumem zrobiłem to samo. Ale co? Pomyłka! Speaker szybko wyjaśnia, że wcześniej mówił do lidera mijającego linię oddawania worków, więc wszyscy z powrotem. Zrobił się ogromny kocioł, udało mi się w końcu wrócić dorwać jakiś worek i polecieć dalej. Stawka po tym wydarzeniu bardzo się rozciągnęła.

Zaczynam odrabiać powoli straty, wyprzedzając biegowo z 5 osób i sukcesywnie co przeszkodę gubiąc kolejną osobę. Wszystko szło dobrze, choć wiem, że początek bardzo dużo kosztował mnie czasu i sił. Było pięknie, a nawet bardzo dobrze, do momentu pierwszej „porodówki”.

Przeszkoda polega na przeczołganiu się pod rzędem opon. Próbując przecisnąć się z lewej strony utknąłem. Jak to? Przecież redukowałem! Uff, jednak to nie moja wina 😊 Okazało się, że siatka przykrywająca opony zblokowała je. Walka z oponami kosztowała mnie dużo sił a liczne obtarcia osłabiły chęć do walki. Na szczęście dla kolejnych serii, uszkodzona przeszkoda, została zdjęta i na przykład Paulinka musiała ją ominąć.

Porodówka

Po pokonaniu porodówki człapałem już z mniejszym entuzjazmem, bezsilnie pokonując przeszkody.

Dochodząc do Multirigu zjadłem żel, który przygotowałem sobie na trasę i część wylałem na ręce, żeby zwiększyć przyczepność. Usłyszeliśmy taką poradę ostatnio od zaprzyjaźnionych biegaczy. Był to kolejny błąd w moim wydaniu. Warstwa jaka utworzyła się na rękach nie pozwalała  mi utrzymać się na dwóch pierwszych krążkach gimnastycznych, a co dopiero mówiąc o zrobieniu całej przeszkody. Dopiero za czwartym razem pokonałem ją, a żel polecam używać tylko do jedzenia.

Multirig

Następna przeszkoda na trasie to „Oponeo”. Wydaje się prosta, a polega na przejściu przez trochę inaczej skonstruowaną wcześniej wspomnianą „porodówkę”. Opony mamy pod i nad sobą. Następnie musimy przejść po bujających się oponach i sięgnąć do dzwonka. Przy pierwszej części wiłem się z bólu, gdyż pościerałem się na poprzedniej przeszkodzie. Jeżeli kobiety po porodzie, chociaż w 50% czują się jak ja, to podziwiam je jeszcze bardziej 🙂 Następnie na drugiej części Oponeo, rozbujałem się za mocno i świadomie zszedłem z niej, chcąc powtórzyć próbę z mniejszym rozpędem. Nagle Wolontariusz stopuje mnie w tym miejscu i mówi „Spadłeś, powtarzasz całą przeszkodę od początku”. Rozumiecie, kolejny poród przede mną! Co za kolejny głupi taki błąd. Ehh niestety, byłem tak podrapany i pościerany, że przez myśl przeszło mi żeby oddać opaskę na tej właśnie przeszkodzie. Stwierdziłem jednak, że tak w historii Runmageddonu się nie zapiszę – „ten który oddał opaskę na Oponeo„. Nie mazałem się długo! Rachciabach i przeszkoda zrobiona!

Oponeo

Później przyszedł czas na nowość na trasie! Skok z drążka na drążek o nazwie Flying Monkey. Trenowałem to dzień wcześniej! Poskutkowało! Przeleciałem przez przeszkodę za pierwszą próbą.

Do zmagania z Wariatem dzielił mnie tylko odcinek z obciążeniem i krótka kolejka walczących z nim zawodników. Siodła końskie, gdyż to one robiły za ciężar przy pętli, położyłem na głowie i barkach żeby ręce odpoczęły.

Runmageddon

Jest i On! Przyszedł czas na mojego (nie)ulubionego „Wariata”, który zabrał mi już raz opaskę. W kolejce miałem dwie osoby przed sobą. To idealny czas na złapanie oddechu i lekkie rozciąganie rąk. Staję przed „Weryfikatorem marzeń”, łapię za drewnianą belkę i pomału zmierzam ku mojej przeszkodzie! Ręka za ręką, coraz bliżej metalowych prętów. Przechodzę z drewnianej części na metalową i robię drążek za drążkiem na Wariacie. Dochodzę do połowy i co? Nic! Mam siły, idę dalej i dalej. Uderzam w dzwonek robiąc przeszkodę za pierwszym razem! Zdziwiony, ale zadowolony wbiegam na metę. Zrobiłem to!

Oponeo

Podsumowując:

– Popełniłem 4 błędy, które kosztowały mnie dużo sił i czasu.

– Żadna przeszkoda nie jest trudna, o ile dobrze się do niej przygotujesz.

– Miejsce 41 na 83 mężczyzn, którzy ukończyli falę elit, pokazało miejsce w szeregu i zmotywowało do  jeszcze cięższej pracy.

W najbliższym czasie będę skupiał się głównie na formie biegowej oraz dynamicznym pokonywaniu przeszkód, co pozwoli mi w krótkim czasie ścigać się z pierwszą 20 🙂  Kiedy ten kolejny Runmageddon? Już nie mogę się doczekać!

Dam radę?

Runmageddon_ścianka

You may also like

11 komentarzy

  1. Trzymam kciuki za szybkie dotarcie do TOP 5! Widać jak bardzo to lubisz, i że żadne przeszkody Ci nie straszne. Oby następnym razem na trasie nie trafiały się takie przypadki jak zepsuta przeszkoda! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *